mapa trasy

Mikołajki - plaża miejska

Zwiedzanie krzakowo-szuwarowe

Jeden płynie, reszta się bawi...

Dochodzenie do brzegu

Esencja Mazur



Opis trasy: Mekka polskiego żeglarstwa śródlądowego.
Długość trasy: ~ 300 km.
Załoga: 6 osób.
Czas trwania rejsu: 10 dni.



Mazury... Wielkie Jeziora Mazurskie. Cóż tutaj dużo pisać. Chyba każdy, kto choć trochę interesuje się żeglarstwem lub motorowodniactwem w Polsce był tam przynajmniej raz. Zdania są podzielone: dla jednych raj, dla innych przekleństwo. Faktem jest natomiast, że Mazury dzisiaj to zupełnie co innego niż lat temu kilkanaście. Nie można już przyjechać tutaj aby oderwać się od cywilizacji. I modlę się tylko w duchu aby za jakiś czas można było stanąć gdzieś jeszcze tradycyjnie: w krzaczkach, ewentualnie szuwarkach (z dala od natrętnych sąsiadów, co chwila pożyczających mąkę, cebulę albo inne artykuły codziennego użytku, a nie daj Boże sąsiadów o niespełnionych ambicjach śpiewackich, szczególnie po kilku głębszych), pójść na grzybki albo jagody i po prostu poczuć trochę bliskość otaczającej przyrody...

Ale wróćmy do rejsu. Rejs Mazurski to kontynuacja rejsu opisywanego w poprzednim artykule Narew – Pisa 2008. Dlaczego opisywany jest więc osobno? Ano dlatego, że po pierwsze były zmiany w załodze, a po drugie dlatego, że pływanie po Mazurach to zupełnie inna bajka niż pływanie po rzekach.

Dla żeglarza, takiego jak ja, spacerowy, motorowy sposób pływania może wydać się trochę niezrozumiały, ale jak stwierdził mój kapitan, jestem jeszcze za młody aby docenić jego uroki. Pływanie na Trendzie to przede wszystkim wygoda. Nie ma tutaj żadnych „sznurów” do ciągania, ani masztów do składania, świński przechył nikomu nie jest straszny a deszcz i mocniejszy wiatr, albo jego brak, to w ogóle abstrakcja. Z posiłkiem nie trzeba czekać do momentu wejścia „na kanały” albo na biwak: można go sobie robić w każdym momencie. Podobnie jest z potrzebami fizjologicznymi... Pojemność pęcherza nie determinuje kto naprawdę nadaje się na żeglarza.
Dla motorowodniaka pływanie przez 6 godzin dziennie nie oznacza spalonych setek litrów paliwa. Nie ma też wrażenia, że po przepłynięciu całego szlaku Wielkich Jezior Mazurskich tak naprawdę nic nie zauważył ciekawego na brzegach.

Jak więc korzystać z takiej formy wypoczynku?

Po pierwsze zwiedzać. Na żaglach często brakuje czasu albo chęci, żeby zajrzeć gdzieś na koniec jeziora albo wpływać do portu. Trendem płynie się znacznie szybciej niż jachtem żaglowym ze względu na fakt, że wiatr nie gra tu żadnej roli. Mimo, iż jest to tempo spacerowe (8-10 km/h) dziennie przepływaliśmy około 30-40 km, zwiedzając dokładnie całą linię brzegową i wszystkie porty oraz miasteczka. Nasza co roku aktualizowana mapa wyśmienitych miejscówek powiększyła się o kilkanaście świetnych pozycji. Małe zanurzenie i dobrze zaprojektowana linia wodna umożliwia stawanie praktycznie wszędzie: nawet na płyciźnie koło Nowego Harszu.
Po drugie beztrosko się bawić. Na Trendzie jest bezpiecznie, nie ma zagrożenia ze strony wiatru (oczywiście nie mówimy tu o „Białych szkwałach”). Osoby, które panicznie boją się przechyłów mogą spać (i pływać) spokojnie. Dla osób lubiących zabawy w wodzie Trend to również fajne, mobilne kąpielisko (ech, ta przepyszna, kryształowa woda na Mamrach...) z całkiem wysoką skocznią (prawie 2m od lustra wody do dachu) i kąpielowym pomostem. Poza tym przy tego typu turystyce wodnej tak naprawdę panuje zasada: jeden płynie, reszta się bawi. Czasem ktoś drugi potrzebny jest do manewrów, czy to portowych, czy biwakowych. Niezmiennym elementem wypoczynku na Mazurach są wyjścia do miast, czy to na zabawy, czy na pozwiedzanie. I nieodłącznym tego elementem jest kilkudziesięciominutowy ceremoniał zwany „Malowaniem się przed wyjściem do Miasta”. I tu piękniejsza część załogi może zacierać ręce, szykując bagaże z garderobą i kosmetykami: miejsca w środku jest naprawdę sporo. Panowie, być może, docenią raczej możliwość spokojnego powędkowania.
Po trzecie realizować się kulinarnie! Bo gdzie najlepiej wszystko smakuje? Oczywiście na Mazurach... A na tym jachcie można poczuć się jak w prawdziwej domowej kuchni i na dodatek cały czas plotkować ze sternikiem.

I po czwarte, i najważniejsze, wreszcie odpoczywać. Po coś w końcu bierzemy te urlopy i jeździmy na Mazury!